Majak: Bez transferowego szału

majak-bez-transferowego-szalu-sportowyring-com

Bia³ystok, 31.05.2015. Zawodnik Jagiellonii Bia³ystok Micha³ Pazdan (P) walczy o pi³kê z Robertem Je¿em (L) z Górnika Zabrze podczas meczu polskiej Ekstraklas. 31 bm.  (ar/awol) PAP/Artur Reszko

Do pierwszych występów polskich klubów w sezonie 2015/16 w europejskich pucharach pozostało już coraz mniej czasu. Zdaniem Sławomira Majaka, uczestnika elitarnej Ligi Mistrzów w barwach Widzewa 19 lat temu, dotychczasowe ruchy kadrowe naszych eksportowych drużyn z pewnością nie rzucają na kolana. – Trwa zaciskanie pasa. Na dobre skończyło się już chyba płacenie gigantycznych pensji zawodnikom, którzy niewiele wnosili w poczynania zespołu. Widać to dobrze choćby po Lechu Poznań, który po kilkuletniej przerwie ponownie stanie przed szansą powalczenia o fazę grupową Ligi Mistrzów. Jak na razie wzmocnienia „Kolejorza” furory żadnej jednak nie robią. Nie mówiąc już o tym, że zespół powinien być skompletowany na pierwszym treningu, a nie gracze będą teraz systematycznie dochodzić w trakcie okresu przygotowawczego – mówi 22-krotny reprezentant Polski. – Po wypowiedziach prezesów i trenerów też należy wnioskować, że nie ma co się spodziewać jakichś spektakularnych ruchów. Wyjątkiem są przenosiny Michała Pazdana z Jagiellonii do Legii za 700 tys. euro, co w polskich realiach jest znaczącą kwotą. Nowy nabytek warszawskiej drużyny ma ugruntowaną pozycję w naszej ekstraklasie, ale mam pewne obawy, czy w jego przypadku nie będzie podobnej sytuacji co z Igorem Lewczukiem. Z nim też po przeprowadzce z Bydgoszczy na Łazienkowską wiązano duże nadzieje i niby jest w zespole, ale tak naprawdę go nie ma.

Mimo wszystko, były pomocnik jest zdania, że swoje pierwsze przeszkody nasz pucharowy kwartet pokona w komplecie. – W kolejnych rundach może już jednak nie być tak wesoło. W Lidze Europy Śląsk na pewno nie będzie miał łatwo z IFK Goeteborg, a Jagiellonia z Omonią Nikozja. Lech, który nie będzie rozstawiony, w eliminacjach Ligi Mistrzów po ewentualnym uporaniu się z FK Sarajewo też może wylosować mocnego rywala – przestrzega 46-letni Majak. – Absolutnie nie życzę tego poznaniakom, bo bardzo cenię trenera Macieja Skorżę, lecz takie są po prostu fakty. O potencjalnym przeciwniku w czwartej rundzie na razie nawet nie chce mi się myśleć. Choć oczywiście bardzo bym chciał, żeby klątwa została wreszcie zdjęta i polski klub znowu znalazł się w szeregach najlepszych drużyn Starego Kontynentu

– Na jakich pozycjach Lechowi brakuje jeszcze wzmocnień, aby móc myśleć o pucharowym sukcesie? Po odejściu Zaura Sadajewa, który nie chciał przedłużyć umowy, w stolicy Wielkopolski priorytetem znów staje się znalezienie wartościowego napastnika. Zastanowiłbym się też nad pozycją bramkarza. Mimo wszystko, jestem zdania, że Lechowi brakuje mocnej jedynki. Bo zawodnicy, którzy są obecnie w kadrze, nie gwarantują wysokiego i równego poziomu w kluczowych momentach – uważa były gracz m.in. Hannoveru 96, Hansy Rostock i Anorthosisu Famagusta. – Trochę boję się też o środek pomocy. Przy okazji występu Karola Linetty’ego w meczu z Grecją mieliśmy przykład, że gra na ligowym podwórku i gra w Europie to są dwa zupełnie inne światy. Mam obawy, czy te mecze kwalifikacyjne nie przerosną niektórych zawodników Lecha, co może mieć na koniec opłakane skutki

Jeśli natomiast chodzi o Legię, Majak jest przekonany, że po ubiegłorocznych udanych występach w Lidze Europy awans do fazy grupowej w zbliżającej się edycji jest dla tego zespołu obowiązkiem. – Legia przegrała mistrzostwo Polski, a co za tym idzie możliwość ponownej gry o Ligę Mistrzów i wielkie pieniądze, dlatego znalezienie się znów w rozgrywkach grupowych Ligi Europy to absolutny cel minimum. Jeśli nie zostanie spełniony, różnie mogą się potoczyć losy niektórych osób w Legii. Wprawdzie szefowie klubu zapewniają o całkowitym zaufaniu do trenera Henninga Berga, lecz w przypadku braku awansu do grupy Ligi Europy, przygoda norweskiego szkoleniowca z legionistami dobiegnie zapewne końca – przewiduje wychowanek RKS-u Radomsko. – W tym kontekście ze zdziwieniem przyjąłem mimo wszystko informację o odejściu Orlando Sa. Jeśli chce się grać o najwyższe cele, nie wolno pozbywać się najskuteczniejszego strzelca zespołu. Był, jaki był, ale gwarantował określoną liczbę bramek w rundzie. Sam też początkowo byłem do niego sceptycznie nastawiony, lecz z czasem udowodnił swoją przydatność w tej drużynie. Mam nadzieję, że włodarze Legii mają jeszcze jakiegoś asa w rękawie, o którym głośno nie mówią, bo z całym szacunkiem do Marka Saganowskiego, trudno oczekiwać, aby ciągnął on w ataku grę stołecznego zespołu – kończy.